Społeczeństwa przyspieszają. Technologie pozwalają osiągać cele szybciej, podróżować sprawniej, produkować krócej, a wszystko gotowe jest wcześniej niż dawniej. Paradoksalnie, nie sprawia to, że ludzie mają więcej czasu na odpoczynek czy zatrzymanie się na chwilę. Muszą dostosować się do tego tempa, działając jeszcze prędzej. Kulturę produktywności „uczłowiecza” się na różne sposoby – przerwy na lunch, drzemki mocy czy sjesty służą odpoczynkowi, ale z myślą o zwiększeniu efektywności. W ten sposób społeczeństwa podporządkowują się rytmowi działania, co wpływa na sposób korzystania z czasu wolnego.
Kompresja czasu prowadzi do myślenia, że każda przerwa musi być efektywna i przynosić natychmiastowe rezultaty, co kłóci się z ideą wolniejszego, bardziej relaksującego podejścia do odpoczynku. Jeśli praktyki odpoczynku są postrzegane jako kolejne zadanie do wykonania w szybkim tempie, ryzyko kompresji czasu może wpływać negatywnie na korzyści płynące z tych praktyk. Kiedy czas goni, a każda chwila jest zarezerwowana na konkretne zadania, przerwy na odpoczynek mogą stać się bardziej opresyjne niż korzystne.
Współczesny filozof Byung-Chul Han w „Społeczeństwie zmęczenia” zauważa: „Żyjemy dziś w świecie, któremu bardzo brakuje przerw – tego, co pomiędzy, międzyczasów. Przyspieszenie likwiduje wszelkie międzyczasy”. To właśnie owe międzyczasy, a raczej ich brak, stały się impulsem do podjęcia tego tematu.
Tytuł SIESTA wybrałam świadomie – utożsamia się ją z odpoczynkiem i regeneracją, z przerwą i wyłączeniem z rytmu pracy. W teorii tradycyjna sjesta, czyli krótka drzemka lub odpoczynek w ciągu dnia, mogła być korzystna dla zdrowia psychicznego i fizycznego, zwłaszcza w kulturach, gdzie taka praktyka była akceptowana i uznawana. Sjesta, jako tradycyjna forma odpoczynku, była niegdyś głęboko zakorzeniona w kulturach, które rozumiały wartość przerwy w pracy. Kojarzyła się z rytmem dnia dostosowanym do natury. W tym sensie sjesta może być namiastką „raju” w codziennym życiu, chwilą wyłączenia się, prawdziwego spokoju i oddechu od obowiązków.
Zastanawiam się czy tak faktycznie jest? Czy współczesna sjesta jest jeszcze przestrzenią wolności, czy raczej kolejnym narzędziem podporządkowanym produktywności? Czy zamiast być przestrzenią autentycznego relaksu, nie stała się jednak „narzędziem” poprawy wydajności? Czy nie jest, podobnie jak inne formy odpoczynku, podporządkowana logice kapitalistycznej – nie służy już wyłącznie regeneracji, lecz staje się elementem optymalizacji?
W moich pracach sjesta jest łącznikiem idyllicznego wyobrażenie raju z jego współczesnym zniekształceniem. W pracach często pojawia się motyw palmy. Palma jako symbol idealnego wypoczynku i sjesta jako praktyka mająca przywracać harmonię stają się swoistą kolizją – zderzeniem między autentyczną potrzebą odpoczynku a społeczną presją, by ten odpoczynek przynosił konkretne, wymierne korzyści.
W ramach projektu zrealizowałam kilka cykli prac w różnych technikach (m.in. art book, grafika, obiekt, wideo) pod wspólnym tytułem SIESTA. Moje sjesty poświęciłam na obserwowanie pejzaży i rejestrowanie ich monotonii w formie fotografii i wideo. Oddawałam się drobnym, pozornie nieistotnym czynnościom – leżeniu, patrzeniu bez celu, dostrzeganiu powtarzających się elementów otoczenia. Nic wielkiego się nie zmieniało, wszystko było jakby zawieszone w czasie, a ja pozwalałam sobie na bycie w tej zwyczajności, bez potrzeby szukania głębszego sensu czy znaczenia.
Częścią projektu były także sesje leżakowania, które odbywały się w mojej pracowni w porze sjesty. „Leżakowanie” stworzyło przestrzeń do rozmowy, medytacji, wspólnego czytania, słuchania muzyki, automatycznego rysowania, obserwacji czy drzemki. Przede wszystkim jednak dawało prawo do nierobienia niczego i bycia bezproduktywnym, bez poczucia winy.
Projekt SIESTA został dofinansowany ze stypendium Marszałka Województwa Opolskiego dla osób zajmujących się twórczością artystyczną, upowszechnianiem kultury oraz opieką nad zabytkami – Marszałkowskie Talenty 2024.